Gdy poprawny pomiar ujawnił setki minut strat w jednej dobie
Po zmianie sposobu monitorowania pracy wtryskarek dopiero po raz pierwszy było widać, co naprawdę dzieje się na hali. I wtedy wyszło coś ważniejszego niż sam błędny odczyt: cykle były za długie, przerwy były za długie, a rozruch maszyn zabierał codziennie znacznie więcej czasu, niż było to potrzebne.
Punkt wyjścia
Po wdrożeniu właściwego sygnału pomiarowego można było wreszcie zobaczyć realne cykle pracy, a nie tylko to, czy maszyna jest włączona.
Nowy problem
Dane zaczęły być prawdziwe, ale właśnie wtedy okazało się, że sam proces pracy jest wyraźnie mniej efektywny, niż wcześniej zakładano.
Poprawny pomiar nie zakończył analizy. On ją dopiero zaczął.
Gdy system zaczął pokazywać realną pracę wtryskarek, zniknęło fałszywe poczucie kontroli. Można było wreszcie zobaczyć długość cykli, przerwy między cyklami oraz tak zwany czas martwy, czyli okresy związane z wkładaniem, wyjmowaniem i obsługą procesu między kolejnymi operacjami.
I właśnie wtedy wyszło, że straty nie wynikają już tylko z zachowania ludzi czy z braku właściciela na miejscu. Problem tkwił głębiej: sam sposób pracy był zbyt powolny.
Najważniejsze odkrycie: zbyt długi precykl
Szczególnie istotny okazał się tak zwany precykl, czyli czas nagrzewania maszyny przed właściwą pracą. W praktyce trwał on wcześniej prawie trzy godziny.
Po analizie okazało się, że taki czas nie jest potrzebny. Dla każdej maszyny wystarczało około 1 godziny i 20 minut.
To nie był jedyny obszar strat
Poza rozruchem za długie okazały się również same cykle oraz przerwy pomiędzy nimi. Szczególnie widoczny był nadmierny czas martwy, czyli wszystko to, co dzieje się pomiędzy właściwą pracą maszyny: obsługa, odbiór, przygotowanie kolejnego kroku, bezwład organizacyjny.
Każda z tych różnic osobno mogła wydawać się niewielka. Problem polegał na tym, że powtarzały się codziennie, na wielu stanowiskach i przez pełny dzień produkcyjny.
Co realnie zostało odzyskane
Firma pracowała w trybie 16 godzin na dobę, z wyłączeniem sobót i niedziel. Po zsumowaniu skróconych precykli, lepszej organizacji cykli i ograniczeniu czasu martwego okazało się, że odzyskane zostały setki minut pracy w jednej dobie.
To nie była kosmetyka.
To był realny odzysk czasu, który wcześniej znikał codziennie i był ukryty w pozornie normalnym rytmie pracy.
Dlaczego to miało duże znaczenie biznesowe
Każda odzyskana minuta w takim środowisku przekłada się na koszt, wydajność i wykorzystanie zasobów. Gdy mówimy o wielu maszynach pracujących przez wiele godzin dziennie, nawet niewielkie odchylenia zaczynają mieć duży ciężar finansowy.
Najważniejszy wniosek
W wielu zakładach największe straty nie biorą się z awarii. Biorą się z rzeczy, które powtarzają się codziennie i dlatego przestają być zauważane.
Dopiero prawidłowy pomiar ujawnia, że proces może być poprawny formalnie, a jednocześnie zbyt wolny operacyjnie.
Masz podobny przypadek?
Jeżeli w Twojej firmie dane już są, ale mimo to wynik się nie zgadza, problem może leżeć nie w samej technologii, lecz w długości cykli, czasie martwym albo źle przyjętych założeniach, które od dawna nikt nie kwestionował.
Wróć na stronę główną