MMGRESS
Case Study MMGRESS

Krótki zanik napięcia, wielogodzinny przestój i rozwiązanie tańsze niż wszyscy zakładali

W tej firmie problem nie leżał ani w organizacji pracy, ani w ustawieniach procesu. Produkcja na wtryskarkach była dopracowana bardzo dokładnie. Mimo to zakład regularnie doświadczał krótkich zaników napięcia, które trwały sekundy, ale skutki odczuwane były przez wiele godzin. Kluczowe okazało się nie tylko ustalenie przyczyny, lecz także znalezienie rozwiązania, które miało sens ekonomiczny.

Sytuacja wyjściowa

Produkcja na wtryskarkach była dopracowana bardzo precyzyjnie. Cykle były zgrane, organizacja hali działała dobrze, a proces był ustawiony niemal co do sekundy.

Widoczny problem

Sporadycznie pojawiały się bardzo krótkie zaniki napięcia. Trwały mniej niż 2 sekundy, czasem nawet mniej niż 1 sekundę, ale wystarczały, by zatrzymać niemal całą halę.

Problem był krótki w czasie, ale bardzo długi w skutkach

Jedno takie zdarzenie powodowało natychmiastowe wyłączenie wszystkich wtryskarek. Na hali pracowało ich kilkadziesiąt, niewiele mniej niż sto. Po takim wyłączeniu zaczynał się cały łańcuch problemów: blokady, czyszczenie, ponowne uruchamianie, błędy komputerów sterujących, zakłócenia w całym procesie.

Sam zanik trwał chwilę. Przestój po nim trwał zwykle od 8 do 12 godzin, czasami dłużej. A takich zdarzeń potrafiło być 2–3 w miesiącu.

To nie była drobna niedogodność energetyczna. To był problem, który regularnie niszczył pełny dzień pracy.

Nikt nie wiedział, skąd to się bierze

Najtrudniejsze w tym przypadku było to, że zjawisko wyglądało na losowe. Krótkie zaniki napięcia nie zostawiały po sobie od razu prostego, oczywistego śladu, a jednocześnie ich skutki były bardzo kosztowne.

Ustalenie przyczyny wymagało czasu, cierpliwości i spojrzenia szerzej niż tylko na samą halę produkcyjną.

Prawdziwa przyczyna była poza zakładem

Ostatecznie okazało się, że zakład był zasilany z PKP Energetyka, czyli z układu, który zasilał również pobliską linię kolejową. I właśnie tam znajdowało się źródło problemu.

Zanik napięcia następował wtedy, gdy dwa szybkie pociągi znajdowały się mniej więcej na tym samym odcinku linii i jednocześnie pobierały bardzo duży prąd. Gdy obciążenie było pojedyncze, wszystko mieściło się w normie. Gdy nałożyły się dwa dynamiczne pobory naraz, pojawiał się krótki spadek lub zanik napięcia.

Z perspektywy hali wyglądało to jak przypadkowy incydent.
W rzeczywistości był to powtarzalny efekt zewnętrznego obciążenia sieci.

Sam moment zrozumienia przyczyny był przełomowy

To był prawdziwy game changer. Dopiero wtedy można było przestać gasić skutki i zacząć myśleć o rozwiązaniu, które rzeczywiście trafia w źródło problemu.

Stało się jasne, że nie ma sensu oczekiwać, iż zewnętrzny dostawca energii zmieni sposób działania całej infrastruktury tylko pod jeden zakład. Trzeba było zabezpieczyć proces po stronie firmy.

Standardowe rozwiązanie było możliwe, ale ekonomicznie absurdalne

Naturalnym pomysłem był duży UPS obejmujący całą halę. Tyle że przy niemal stu wtryskarkach, z których każda miała moc rzędu kilkudziesięciu kilowatów, koszt takiego rozwiązania robił się bardzo wysoki.

Analizy tego typu były wykonywane. Technicznie dało się to zrobić. Problem polegał na tym, że taki system byłby bardzo drogi i zwracałby się zbyt długo.

To był klasyczny przykład sytuacji, w której rozwiązanie „na wszystko” istnieje, ale nie ma sensu biznesowego.

Rozwiązanie polegało na zabezpieczeniu tylko tego, co naprawdę krytyczne

Zastosowane podejście było inne. Zamiast podtrzymywać całą moc wszystkich wtryskarek, zabezpieczona została wyłącznie elektronika sterująca.

Na poszczególne maszyny trafiły lokalne UPS-y o mocy około 2 kW i czasie podtrzymania kilku minut. W niektórych miejscach możliwe było również grupowanie zasilania i zabezpieczanie kilku wtryskarek jednym odpowiednio dobranym urządzeniem.

Dlaczego to wystarczyło? Bo problemem nie była bezwładność hydrauliki czy grzałek. Problemem było to, że przy zaniku napięcia gasł komputer i sterowanie maszyny. To właśnie ten element wymagał podtrzymania.

Krok 1
Ustalenie, że źródło zaniku napięcia leży poza zakładem i ma charakter zewnętrzny.
Krok 2
Odrzucenie przewymiarowanego rozwiązania obejmującego całą halę.
Krok 3
Skupienie zabezpieczenia tylko na elektronice sterującej, czyli rzeczywistym punkcie krytycznym.

Efekt

Problem został rozwiązany. Krótkie zaniki napięcia przestały wywoływać lawinę skutków w postaci wyłączeń, czyszczenia i wielogodzinnych restartów procesu.

W praktyce oznaczało to odzyskanie stabilności pracy bez konieczności budowy ogromnego systemu podtrzymania zasilania dla całego zakładu.

Co zostało na stałe

Takie rozwiązanie wymaga później normalnej dyscypliny eksploatacyjnej: przede wszystkim regularnej wymiany akumulatorów i pilnowania sprawności lokalnych UPS-ów.

Najważniejsze jest jednak to, że przy kolejnych zamówieniach wtryskarek temat został już wpisany do wymagań. Innymi słowy: doświadczenie z jednego problemu zostało zamienione w standard dla kolejnych inwestycji.

Najważniejszy wniosek

Nie każdy problem produkcyjny da się rozwiązać przez poprawianie samego procesu. Czasem proces jest dobry, a niestabilność pochodzi z zewnątrz.

Wtedy kluczowe nie jest największe możliwe zabezpieczenie, tylko zrozumienie, który element naprawdę trzeba ochronić.

Najlepsze rozwiązania nie zawsze są największe. Najlepsze rozwiązania trafiają dokładnie w punkt krytyczny.

Masz podobny przypadek?

Jeżeli w Twojej firmie problem wygląda na losowy, powraca mimo różnych działań i trudno jednoznacznie wskazać jego przyczynę, warto sprawdzić, czy źródło zakłócenia nie leży poza samą linią produkcyjną.

Wróć na stronę główną