MMGRESS
Analiza systemowa

CPK nie powinno być tylko lotniskiem. Jeśli już je budujemy, pomyślmy też o gospodarce orbitalnej

Duże inwestycje infrastrukturalne nie przegrywają tylko wtedy, gdy są źle wykonane. Czasem większy problem polega na tym, że zostają dobrze zaprojektowane pod świat, który właśnie przestaje istnieć.

CPK najczęściej opisuje się przez samoloty, kolej, pasażerów, cargo i wielką inwestycję pomiędzy Warszawą a Łodzią, ale mam wrażenie, że jeśli już budujemy coś tak dużego, to nie powinniśmy pytać wyłącznie o to, jak będzie działał port lotniczy w dniu otwarcia, tylko do jakiej gospodarki ten port ma pasować za dwadzieścia albo trzydzieści lat.

Bo świat, dla którego projektujemy dziś infrastrukturę, nie będzie już światem samych samolotów, kontenerów, ciężarówek i pociągów.

Nie chodzi o to, żeby przy CPK budować kosmodrom, bo to byłoby efektowne hasło i prawdopodobnie bardzo szybka droga do ośmieszenia całego tematu. Chodzi o coś znacznie poważniejszego, czyli o pytanie, czy największy projekt infrastrukturalny w Polsce powinien od początku uwzględniać przemysł kosmiczny jako część przyszłego systemu gospodarczego, logistycznego, badawczego i obronnego.

To brzmi odważnie, ale wcale nie jest oderwane od rzeczywistości.

CPK jako węzeł, a nie tylko port

CPK ma być nie tylko lotniskiem pasażerskim, ale też węzłem transportowym i logistycznym, miejscem spięcia transportu lotniczego, kolejowego, drogowego, cargo, magazynowania, przeładunku i obsługi ładunków wymagających szybkiego przepływu. Jeżeli patrzymy na to tylko przez obecny handel, przesyłki ekspresowe i klasyczne cargo, widzimy jedynie część obrazu. Jeżeli popatrzymy szerzej, pojawia się pytanie, czy taki węzeł nie powinien być od początku projektowany także jako zaplecze dla przemysłu wysokich technologii.

To jest ważne, bo infrastruktura tej skali nie powstaje na kilka sezonów. Ona powstaje na dekady. I dlatego pytanie o CPK nie powinno dotyczyć wyłącznie tego, czy w dniu otwarcia zgadza się liczba pasażerów, terminali, torów, magazynów i miejsc przeładunku. To wszystko jest ważne, ale nie wystarczy, jeśli równolegle zmienia się sama gospodarka, dla której ta infrastruktura ma pracować.

Dlaczego w tym miejscu pojawia się kosmos

ESA rozwija Space Ridera, czyli odzyskiwalny pojazd orbitalny, który nie jest tylko „stateczkiem do latania w kosmos”, ale bezzałogowym laboratorium mającym wykonywać eksperymenty, testować technologie i wracać z ładunkiem na Ziemię. To oznacza, że orbita coraz mniej przypomina jednorazową wyprawę badawczą, a coraz bardziej zaczyna przypominać miejsce pracy, gdzie coś się testuje, sprawdza, wytwarza, obserwuje i sprowadza z powrotem.

Z drugiej strony Rocket Lab, o którym pisało Space24 przy okazji rekordowego kontraktu na osiem misji, pokazuje inny kawałek tej samej układanki. Ta firma nie próbuje być po prostu drugim SpaceX. Ona znalazła własne miejsce w segmencie bardziej elastycznych misji orbitalnych, mniejszych ładunków, konkretnych terminów i konkretnych orbit, a później zaczęła obudowywać to szerszym ekosystemem usług, komponentów, satelitów i obsługi misji.

I właśnie to jest najciekawsze, bo kosmos przestaje być wyłącznie prestiżem państw i wielką opowieścią o rakietach. Coraz bardziej staje się normalnym sektorem gospodarki, w którym pojawiają się łańcuchy dostaw, logistyka, serwis, dane, ubezpieczenia, cyberbezpieczeństwo, laboratoria, elektronika, testy środowiskowe, produkcja precyzyjna i bardzo wyspecjalizowana obsługa ładunków, których nie można traktować jak zwykłej paczki w magazynie.

Jeżeli więc Polska buduje CPK jako jeden z największych projektów infrastrukturalnych w swojej historii, to moim zdaniem powinna od razu zadać sobie pytanie, czy ten projekt ma być tylko odpowiedzią na dzisiejszy ruch lotniczy i cargo, czy także fundamentem pod przemysł, który dopiero będzie rósł.

Nie samymi samolotami i pociągami żyje już świat

Jeżeli za kilkanaście lat na orbitę będzie trafiało coraz więcej satelitów, jeżeli coraz ważniejsze będą dane z obserwacji Ziemi, łączność, systemy obronne, produkcja w mikrograwitacji, serwisowanie infrastruktury orbitalnej i szybkie sprowadzanie wyników eksperymentów albo komponentów z powrotem na Ziemię, to ktoś będzie musiał obsługiwać tę gospodarkę od strony naziemnej.

I to właśnie jest przestrzeń, o której prawie się nie mówi przy CPK.

Nie chodzi o start rakiet z Baranowa. Chodzi o to, czy wokół takiego węzła można budować zaplecze dla firm kosmicznych, satelitarnych, obronnych, elektronicznych, laboratoryjnych i wysokospecjalistycznych. Chodzi o kontrolowaną logistykę, szybki transport, bezpieczeństwo, odprawy, magazyny dla ładunków wrażliwych, laboratoria, czyste pomieszczenia, centra danych, zaplecze testowe i takie połączenie przemysłu z transportem, które nie będzie tylko obsługą paczek, ale elementem większej architektury technologicznej państwa.

To nie jest temat poboczny. Jeżeli Polska rozmawia o większej obecności ESA, jeżeli polskie firmy już dziś uczestniczą w projektach kosmicznych, jeżeli prywatny sektor kosmiczny na świecie zaczyna działać coraz bardziej komercyjnie, to CPK nie powinno być projektowane wyłącznie jako lotnisko z koleją i magazynami. Powinno być projektowane jako miejsce, które za dwadzieścia lat nie będzie zdziwione tym, że gospodarka przesunęła się dalej.

Największe błędy zaczynają się od zbyt wąskiego pytania

W firmach widzę to bardzo często. Ktoś kupuje system, bo inni też go mają. Ktoś inwestuje w urządzenie, bo technicznie wygląda dobrze. Ktoś projektuje proces pod dzisiejszy objaw, a nie pod mechanizm, który za chwilę przesunie problem w zupełnie inne miejsce.

Lokalnie wszystko się zgadza. Dokumentacja jest poprawna, budżet da się obronić, technologia jest realna, wykonawca istnieje, prezentacja wygląda dobrze i można odhaczyć kolejne etapy projektu. Tylko po kilku latach okazuje się, że całość nie dowozi tego, co miała dowieźć, bo od początku projektowano ją pod zbyt mały obraz rzeczywistości.

Dlatego CPK, Space Rider i Rocket Lab, choć na pierwszy rzut oka są trzema różnymi tematami, mówią dla mnie o tym samym. Mówią o przesuwaniu się przewagi z pojedynczego elementu na cały system.

Przewaga nie powstaje tam, gdzie wszyscy próbują dogonić obecnego lidera, tylko tam, gdzie ktoś wcześniej zobaczy, gdzie przesunie się cały układ. Jeżeli SpaceX zbudował skalę w wynoszeniu ładunków, jeżeli Rocket Lab znalazł własną pozycję w bardziej elastycznych misjach i ekosystemie usług kosmicznych, jeżeli ESA próbuje odzyskać zdolność powrotu ładunku z orbity, to Polska nie powinna pytać wyłącznie, czy ma lotnisko gotowe na większy ruch. Polska powinna pytać, czy jej największa inwestycja infrastrukturalna będzie miała sens w gospodarce, która za chwilę będzie coraz mocniej połączona z orbitą.

CPK jako decyzja o przyszłym miejscu Polski

Pytanie o CPK nie powinno więc brzmieć wyłącznie: ile będzie pasażerów, ile będzie pociągów i ile ton cargo przejdzie przez terminal. To są ważne pytania, ale one nie wystarczą, jeśli chcemy mówić o projekcie, który naprawdę ma zmienić miejsce Polski w europejskiej gospodarce.

Prawdziwe pytanie brzmi, czy budując tak wielką infrastrukturę, projektujemy ją pod gospodarkę, która już jest, czy pod gospodarkę, która dopiero nadchodzi.

Bo jeśli już mamy budować coś tak dużego, to szkoda byłoby zbudować to za mało ambitnie.

Źródła i kontekst

Punktem wyjścia do tej analizy były informacje o dokumentacji Strefy Cargo CPK opisane przez Port Polska, materiały ESA o Space Riderze, tekst Space24 o rekordowym kontrakcie Rocket Lab na osiem misji oraz informacje Space24 o rozmowach dotyczących ośrodka ESA w Polsce.

Port Polska: Powstaje dokumentacja projektu Cargo 2

ESA: Space Rider oraz ESA: Space Rider overview

Space24: Rocket Lab z rekordowym kontraktem na osiem misji

Space24: Centrum ESA w Polsce